Popularną odpowiedzią jest stwierdzenie, że jedni mają z czego oszczędzać, a inni nie, czyli to kwestia dochodów. Ale druga równie popularna odpowiedź brzmi, że oszczędzają ci, którzy muszą albo zaznali kiedyś w życiu biedy. Twierdzenia te wzajemnie się wykluczają. I tak naprawdę życie potwierdza, że umiejętność oszczędzania nie zależy od tego ile zarabiamy, ale od tego czy potrafimy to robić, czy widzimy sensowność tej czynności, czy mamy taki nawyk czy też nie.
Przeczytaj jak nauczyć dziecko obowiązkowości.
Niedaleko pada jabłko...
Wiele naszych przyzwyczajeń, sposobów patrzenia na różne sfery życia kształtuje się w dzieciństwie przez wzorce jakie dają nam rodzice. Przysłowie: „niedaleko pada jabłko od jabłoni” w prosty sposób opisuje właśnie ten fakt. Jako dzieci patrzymy na zachowanie naszych rodziców i uczymy się przez obserwację. Pewne zachowania zapadają w pamięć i wpływają na nasze zachowania w dorosłym życiu w sposób często przez nas nieuświadomiony. To odnosi się również do płaszczyzny ekonomicznej. Czy miałem wszystko czego zapragnąłem? Czy rodzice wyjaśniali mi, że nie mogę czegoś dostać bo nie mają na to pieniędzy? Czy rodzice kłócili się o pieniądze? Czy mówili mi o trudnościach finansowych? Czy wymagali ode mnie bym oszczędzał? Można by zadać jeszcze mnóstwo podobnych pytań. Odpowiedź na nie może pomóc zrozumieć jaki wpływ na nasze podejście do oszczędzania miał dom rodzinny. Jedno jest pewne dużo łatwiej jest oszczędzać tym, którzy byli tego uczeni w dzieciństwie przez rodziców.
Kieszonkowe
Jak więc nauczyć dziecko oszczędzania? Istnieje kilka sposobów, które najlepiej stosować równolegle. Bardzo często rodzice dają dziecku tzw. kieszonkowe po to, by miało pieniądze na drobne wydatki. Jedni dają je co tydzień inni co miesiąc. Ale kieszonkowe to nie tylko zaspokojenie drobnych potrzeb dziecka, ale świetny sposób na nauczenie go odpowiedzialnego gospodarowania pieniędzmi. Przy wprowadzaniu tej praktyki należy przede wszystkim ustalić jasne zasady. Trzeba określić kwotę kieszonkowego, dni „wypłaty” oraz, co chyba najważniejsze, na co te pieniądze mogą być przeznaczone. Innymi słowy najlepiej określić, takie rzeczy, za które dziecko będzie płacić samo, i na które nie dostanie innych pieniędzy prócz tych raz w miesiącu czy tygodniu. Przykładowo dajemy naszej córce 50 zł co miesiąc i mówimy, że może je przeznaczać na co chce, ale sama musi z nich opłacać swój telefon komórkowy. I tutaj ważna jest konsekwencja. Inaczej nie nauczymy dziecko oszczędzania. Jeśli nie starczy jej pieniędzy na opłacenie telefonu, to trudno, następnym razem postara się bardziej. Jeśli natomiast rodzice zapłacą za nią, wówczas cała nauka pójdzie na marne. Jeśli widzimy, że nasze pociechy mają duży problem z tym by kwota, którą dostają starczyła im na ich potrzeby w ciągu całego miesiąca, to wtedy można im pomóc nie tyle przez jej zwiększanie, ale przez skrócenie okresu między jedną „wypłatą” a drugą. Łatwiej przecież gospodarować pieniędzmi przez tydzień niż przez miesiąc. Ważne jest też, by dostosować wysokość kieszonkowego zarówno do swoich możliwości finansowych, jak i do potrzeb dziecka. A co jeśli dziecko się buntuje bo uważa, że dostaje za mało, że jego znajomi mogę sobie pozwolić na więcej?
Domowy budżet
Wówczas trzeba mu wyjaśnić tak jasno by to zrozumiało, na co stać jego rodziców a na co nie. Można też uprzedzić te pretensje przez stopniowe i adekwatne do wieku wprowadzanie go w to jak funkcjonuje domowy budżet. Jak to zrobić? W bardzo prosty sposób. Na początek trzeba wyjaśnić skąd rodzice mają pieniądze na utrzymanie, ile zarabiają itp. Kolejna sprawa: nie każde dziecko uświadamia sobie, że wydatki na prąd, gaz , wodę, kablówkę, rachunki telefoniczne bywają wysokie. Jeśli dziecko jest już na tyle duże, ze potrafi dodawać bardziej skomplikowane liczby można zasiąść z nim, któregoś dnia wyciągnąć rachunki za ostatni miesiąc i poprosić by wszystko zsumowało. Powiedzieć ile mniej więcej wydaje się miesięcznie na jedzenie. Niech będzie tego świadome. Nie ma co sobie tłumaczyć, że jeszcze ma czas na zajmowanie się tymi sprawami. Kolejny sposób to wspólne analizowanie paragonów ze sklepu. A jeśli dziecko jest już na tyle świadome, że wie jakie produkty są potrzebne na śniadania, obiady i kolacje można też powierzyć mu pewne bardzo praktyczne zadanie. Wystarczy dać mu wyliczoną sumę pieniędzy albo powiedzieć ile może wydać na zakupy i polecić mu kupić za tą kwotę produkty na posiłki w danym dniu dla całej rodziny. To nauczy go zwracać uwagę na ceny produktów.
Motywacja
W nauce oszczędzania pomaga też wzbudzenie motywacji. Każde dziecko co jakiś czas marzy o jakimś przedmiocie, który kosztuje tyle, że nie stać go na jego zakup z samego kieszonkowego. Jeśli rodzice ocenią, że rzecz jest warta zakupu i może dziecku rzeczywiście się przydać, a do tego stać ich na nią, mogą zaproponować swojej pociesze pewien układ. Warunkiem zakupu owej upragnionej rzeczy powinno być odłożenie przez syna czy córkę pewnej kwoty z kieszonkowego, czy z innych źródeł dochodów (jeśli takie posiada), wtedy i tylko wtedy rodzice zobowiązują się do dołożenia brakujących pieniędzy i kupno przedmiotu. To zmobilizuje do odmawiania sobie pewnych przyjemności na rzecz czegoś innego. Nauczy też, że pewne rzeczy są bardziej potrzebne inne mniej i, że jest wiele takich bez, których można się obejść.
Poczuj ile wysiłku to kosztuje
Ale kieszonkowe to nie jedyne możliwe źródło dochodu. Dziecko w wieku szkolnym może przecież zbierać i sprzedawać butelki czy puszki aluminiowe i w ten sposób zarabiać na drobne przyjemności. Nastolatek może podjąć pierwsze płatne zajęcia, takie jak roznoszenie ulotek, praca w wakacje podczas zbiorów owoców czy w ręcznej myjni samochodowej. Rodzice powinni zachęcać do takiej aktywności zarobkowej z uwagi na to, że uczy to samodzielności no i oczywiście oszczędzania. Młody człowiek zastanowi się dłużej nim wyda pieniądze, które kosztowały go trochę potu i wysiłku, niż wówczas gdyby dostał je od kogoś bez żadnego wysiłku.
Obowiązki to nie okazja do zarobienia
Niektórzy rodzice popełniają pewien błąd, który źle odbija się na wychowaniu i na pewno nie uczy dziecka oszczędzania czy dobrego gospodarowania pieniędzmi. Nagradzają pieniędzmi za dobre oceny, płacą za wykonywanie obowiązków domowych. Uczą, zapewne nieświadomie, że za wszystko trzeba oczekiwać zapłaty albo też patrząc na to z drugiej strony, nie warto robić tego co nie przynosi zysku. Co może prowadzić do wniosku, ze najważniejsze są pieniądze, a rodzice ani nikt inny nie może oczekiwać niczego od dziecka oraz, że wszystko da się przeliczyć na złotówki. W ten sposób nie uczy się oszczędzania ale raczej tego, ze bezinteresowność, współczucie, altruizm, wymaganie od samego siebie - nie mają wartości.
Podane sposoby są proste, ale skuteczne. Jest jednak jeden warunek, który odnosi się zresztą również do innych spraw związanych z wychowaniem. Bez konsekwencji ze strony rodziców wszystko pójdzie na nic. Dla wielu dzieci nauka oszczędzania jest trudna, czasem bolesna, to w końcu jakieś ograniczenie, a nikt im się chętnie nie poddaje. Życie jednak jest pełne ograniczeń, a im wcześniej dziecko to zrozumie tym później będzie mu łatwiej. Nie ulegajmy więc szantażom emocjonalnym, łzom, histerii. Czasem takie wybuchy trzeba po prostu przeczekać, a potem dalej stosować opisane wyżej sposoby. Jedno jest pewne, jeśli dzieci nauczą się oszczędzać odbije się to pozytywnie w ich dorosłym życiu.
Komentarze 2
Moja mała jeszcze za mała na kieszonkowe ale do świnek skarbonek już zbiera!
Uczenie wartości pieniądza - aby to zrobić, najpierw trzeba dziecko nauczyć wartości innych rzeczy np. zabawek, wtedy łatwiej będzie mu nabrać szacunku do pieniążków. Jak mówi ciekawa strona ( e-zlobek.pl ) "Można nauczyć wartości i je wpoić dając przykład. Dając przykład dziecku, uczysz jego zachowania, bowiem dziecko jest jak czysta karta zaraz po urodzeniu i każdy rodzic ma wpływ na to, jakie jego dziecko będzie posiadało wartości." Tak więc uczmy pokazując dzieciom na samych sobie co jest dobre,a co złe.