Po zakończeniu sesji, po zdanych egzaminach w końcu miałam chwilę wolnego czasu. Zamiast zająć się stęsknionym mężem lub posprzątać zabawki mojej córeczki zadzwoniłam po siedmioletnią sąsiadkę Olę i zaprosiłam ją na słuchowisko. Zasiadłyśmy na sofie z miską suszonych moreli i zamieniłyśmy się w słuch.

Przyznam się, że nie wszystko usłyszałam, nie każdy tekst zrozumiałam, ale to tylko dlatego, że Ola płakała ze śmiechu. Ja chciałam się skupić, chciałam notować zabawne teksty, ale przy trzecim rozdziale nie wytrzymałam. Zupełnie tak jakby ktoś wpuścił nam gaz rozweselający do salonu.
„Kocie historie” otrzymały Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego jako najlepsza książka dziecięca 1997 roku. Z wielką przyjemnością stwierdzam, że wersji audiobook również nagroda się należy.
Pan Jarosław Boberek wykonał kawał dobrej roboty. Jestem w szoku, że jedna osoba potrafi tak operować swoim głosem. Każdy bohater ma inny ton głosu, inny akcent, zupełnie jakby czytane było nie przez jedną osobę, a przez co najmniej pięć.
Koty i sytuacje w jakich się znajdują są przezabawne, nie zdołałam wszystkich najlepszych momentów zapamiętać po jednokrotnym wysłuchaniu, ale kot Gienio w restauracji przegoniony przez szefa kuchni i jego szmatę powalił mnie na kolana. Dosłownie to zwalił mnie z sofy na podłogę. Te zwierzaki mają tysiące zwariowanych pomysłów na minutę – zupełnie jak dzieci.
Cena za egzemplarz to 24,90 zł. i moim zdaniem jest to kwota w sam raz. Tyle samo wydamy na bilet do teatru, gdzie sztukę zobaczymy tylko raz, a płytkę możemy słuchać kiedy tylko chcemy i ile tylko chcemy. Przetoczę słowa siedmioletniej Oli, która sobie wszystko przekalkulowała: "Mama daje mi do szkoły codziennie 1 zł. Dni w miesiącu jest 30, ale w sobote i niedziele lekcji nie mam (tu jej pomogłam policzyć ile odpada dni „nie szkolnych”). Więc zostaje mi około 22 dni , w takim razie będę brała do szkoły herbatkę w termosie, a nie kupowała cole w sklepiku. Po pierwsze to wyjdzie mi to na zdrowie, a po drugie to będę mieć 22 zł., reszte dołoży mi babci i kupię sobie Kocie historie."
Ta mała jest rewelacyjna zupełnie tak samo jak Julka – kilkuletnia właścicielka głównych bohaterów opowiadania.
Okładka płyty w porządku, choć dla mnie za ciemna. Gdybym to ja ją projektowała dodałabym coś różowego.
Kolory kolorami, ale kot z głową w lodówce, kot grający na skrzypcach i latające hamburgery od razy przywołują uśmiech na twarzy – jeszcze bez wysłuchania.
Na koniec dodam, że aby zrozumieć historię kociaków należy skończyć co najmniej zerówkę. Humor często absurdalny nie do końca będzie zrozumiany przez młodszych.
Założę się, że właściciele kotów docenią ten audiobook podwójnie.
I w tym momencie muszę pozdrowić moje cztery koty i córeczkę, która już znalazła z nimi wspólny język ;)
Podobał Ci się artykuł?
Dodaj do