Mama czuję się o wiele spokojniejsza, gdy w tak ważnej i wyjątkowej chwili jest przy niej ktoś bliski. Mąż jest jej niezastąpionym oparciem, kimś, na kim może polegać, komu może zaufać. A on poprzez udział w porodzie zyska łatwość w nawiązywaniu kontaktów ze swoim dzieckiem.
Przeczytaj co zabrać ze sobą jadąc do porodu.
Poród jest szczególnym wydarzeniem w życiu kobiety. Nie każda będąc sama na porodówce czuje się pewnie i potrafi zachować spokój. Właściwie jest to rzadko spotykane, dlatego potrzeba jej w tym momencie wsparcia. Położna ma zwykle więcej niż jedną rodzącą i nie może cały czas dbać o jedną. Wtedy potrzebny jest ktoś jeszcze.
A któż jest bliższy kobiecie i temu śpieszącemu się na świat smykowi, jak nie tata maleństwa? Potrzyma za rękę, zadba, by żonie było wygodnie, zapewni odpowiednią prywatność na kilkuosobowej sali. Przypomni o właściwym oddychaniu, a gdy trzeba zachęci do spokojnego spacerowania lub wykonywania prostych ćwiczeń zmniejszających ból. Mąż też doskonale spełnia się w roli swoistego pośrednika między żoną, a lekarzem i położną. Gdy kobieta nie ma siły o coś spytać lub poprosić, mężczyzna ją w tym wyręczy. Sam też doskonale zaczyna orientować się w sytuacji, widzi co jest potrzebne jego partnerce.
Tata powinien też pamiętać o tym, że zazwyczaj położne zachowują się inaczej w obecności osób trzecich. Czują się obserwowane i starają się wykonać swoją pracę jak najlepiej. Jest to niewątpliwie ogromna korzyść! Większość mam potwierdza, że istnieje coś takiego jak „specjalne traktowanie”, gdy mąż jest przy porodzie. Poza tym niezwykle budująca i wzmacniająca więzi jest świadomość, że przez te wszystkie trudne chwile przeszliście razem. To bardzo zbliża do siebie.
Czasem nawet, gdy mąż jest już przy rodzącej żonie i nagle czuje, że nie wytrzyma dłużej – w takiej chwili może po prostu wyjść. Nikt nie zamyka drzwi na porodówce. Warto więc ochłonąć na korytarzu. Żona z pewnością nie będzie miała tego za złe. Dla niej najważniejsze, że ukochany mężczyzna był z nią do tej pory, trzymał za rękę, wspierał i po prostu był.
Przeczytaj o roli ojca w wychowaniu dziecka.
Jednak są pary, które nigdy nie zdecydowałyby się na wspólny poród. Bywa, że mężczyzna nie czuje się na siłach, by być w takim momencie na porodówce, by słyszeć krzyk żony. Wielu z nich nie znosi widoku krwi i jeśli nie chce w tym uczestniczyć, należy to uszanować. Bywa też i tak, że mężczyznę zniechęca myśl o stronie fizjologicznej porodu, o tym jak będzie wyglądać późniejszy seks. Do wspólnego rodzenia potrzebna jest dojrzałość emocjonalna. Tylko, gdy kobieta zna i ufa mężczyźnie, taki sposób rozwiązania ma sens. Pamiętajmy – nic na siłę!
Podsumowując, takie wydarzenie bardzo zbliża do siebie nie tylko małżeństwo, ale i całą rodzinę. Ojcowie, którzy od początku aktywnie uczestniczyli w przyjściu malucha na świat, mają zwykle dużo lepsze i cieplejsze relacje ze swoim dzieckiem. Kobiety zaś wiedzą, że przy swoim boku mają prawdziwego przyjaciela. A taka świadomość jest po prostu bezcenna.
Komentarze 26
ja nie chciałam aby mój mąż był przy mnie, on natomiast bardzo chciał. na szczęście wyszło na moje gdyż miałam cesarskie cięcie
Mąz był niezdecydowany, ja nie nalegałam. Chciał być ze mną żeby zrobić mi przyjemnośc... i pomóc. Ale w ostatniej chwili, zrezygnował i cieszę się... bo byłam bardzo brutalna przy porodzie:0
ja jestem przeciwna. ja sama nie chcialabym siebie widziec przy porodzie a co dopiero zeby mnie jeszcze partner oglądał
To decyzja każdej z nas. I decyzja oczywiście przyszłego tatusia. Ostatnio poród rodzinny jest bardzo modny. Ale każdemu musi odpowiadać.
uważam ,że to zależy od mężczyzny
moim zdaniem obecność ojca przy porodzie to nie jest dobry pomysł. Mężczyzna nie powinien oglądać swojej partnerki w tzw. aseksualnych sytuacjach. Jest nią np. golenie nóg itp. Oczywiście poród jest cudem, niezwykłym momentem i wiele par może odczuwać potrzebę bliskości w tej wyjątkowej chwili. Trzeba się jednak liczyć z kilkoma kwestiami. Po pierwsze: mężczyźni bardzo to przeżywają, dużo bardziej niż kobiety, które są w sytuacji, mężczyźni są jakby obok, nie mają bezpośredniej kontroli nad tym co się dzieje i panikują. Oglądanie swojej kobiety w totalnym nieładzie, bólu i często panice (kobiety różnie reagują- jedna spokojnie, inne histerycznie) nie wpływa dobrze na jakość późniejszego pożycia- może zbliża, ale osłabia libido.
askaa ja uwazam , że nie tylko od męzczyzny. Bo jesli kobieta nie chce, to co? Facet na siłe bedzie pchac sie na porodówkę?
u nas w szpitalu porod rodzinny jest płatny. wiec lepiej za 200 zł. nakupic pampersów :)
Niemożliwe podobno to było bezprawne i wszędzie znieśli opłaty. Trzeba mieć tylko fartuszek i obuwie i zaliczoną jeden wykład z szkoły rodzenia.
Ja też nie chciałam żeby mąż był przy porodzie.Zresztą on też nie chciał i go rozumiem. Owszem potrzebna jest bliska osoba podczas porodu,bo to pomaga,ale to nie musi być partner.W moim przypadku była to szwagierka i naprawdę było mi lżej...
ja rodziłam z moim mężem i z mama:) zmieniali się co jakiś czas, ponieważ poród miałam dlugii i męczący. Bez nich niedałąbym rady, prędzej wyrwałąbym sobie włosy z głowy z bólu:P
Ze mną był mąz i mama do momentu az nie trafilam na porodówkę. Czyli prawie do końca, bo na porodówce byłam godzinę. A w sali przeporodowej trzy dni...
a ja byłam sumiesienka. o 1 w nocy trafiłam do szpitala i lezałam pod kroplówką do 16. a o 16:40 wyszła Nikolka. rodzice i mąż byli u mnie dopiero o 19.
obecność przyjaciółki, mamy, siostry lub szwagierki jest dobrym pomysłem, zawsze to raźniej a i kobieta kobietę szybciej wesprze i zrozumie
zgadzam się... było mi lżej wiedząc, że za ścianką jest mama i mąż
Mój przyszły mąż bedzie napewno przy porodzie.Rozmawialiśmy o tym tak czysto hipotetycznie i znam jego zdanie na ten temat.Będzie to wielkie przeżycie dla nas więc i on chce w tym uczestniczyć i w ogolę mój mężczyzna jest taki kochany i wrażliwy:)
mój maz na początku nie chciał być przy porodzie, tak mówil przez 9 mieisęcy. Dopiero jak zaczęły się bóle podjął męską decyzje:) i nie załuje tego
trzymał cie więc do ostatniej chwili:i)
zgadza się, gdyby nie on i moja mama cieżko by było. Podziwiam kobiety, które rodziły same. Ja jestem cienias...
Mój mąż był przy mnie dopóki nie przyszedł skurcz,jak mówiłam ,że zbliża się skurcz to on....uciekał...
a ja przy jednym skurczu, jak chciał mnie pogłaskać po brzuchu to strasznie mu odwinełam... I podobno krzyczałam, że mi brzuszka nie dotykal, bo wtedy mam skurcz... troszke sie mu oberwało
Moim zdaniem decyzja i tak należy do mężczyzny. Widoki nie są przyjemne, ale chwile już po - cudowne.
heheeh ja przy skurczach mowiłam tylko aby mnie trzymał za rekę...a nie gadał..bo mnie wkurzał
Wtedy nerwy puszczają....ja się darłam w niebo głosy ...nie dziwię się,że uciekał..
hehehe ja bym udusiła męża jakby uciekał wtedy kiedy go potrzebowalam, wtedy gdy najbardziej bolało. Na szczescie był przy mnie
Na początku nie chciałam aby mąż był przy porodzie,ale potem zmieniłam zdanie ze strachu.I nie żałuję mojej decyzji,bardzo mi pomógł.Na niego nie działają takie rzeczy jak krew,wszystko oglądał a potem mi opowiadał.Przeciął pępowine naszej córci i był zadowolony,nie żałował decyzji bycia przy porodzie.Zobaczył jak się męczyłam hiihihihih :)